6 wrz 2013

Wstręt do tulipanów.

"Wstręt do tulipanów" to historia chłopca, który wydał Anne Frank. Opowiada o II wojnie światowej widzianej oczami holenderskiego dziecka, która już na całe jego życie odcisnęła swoje piętno. Poznaje co to głód, zimno czy choroba. Przez cały czas walczy o miłość i akceptacje swojego ojca, chce udowodnić że nadal jest dużo warty, mimo że naraził rodzinę na niebezpieczeństwo. Choć tak naprawdę myślał, że ojciec będzie z niego dumny, bo przecież nienawidził Niemców, którzy zburzyli spokój i harmonię życia codziennego milionom ludzi. Dlatego Joop - bo tak nazywał się ten niezwykle sprytny i odważny chłopiec, pomaga rodzinie, pracując na ulicy, przynosząc żywność do domu, kradnąc, aż wreszcie wydając Żydów. Książka ukazuje nam, do czego zdolni są ludzie by przetrwać, do czego popycha wojna, ile niesie cierpienia, poświeceń czy też trudnych wyborów.


A dlaczego ma wstręt do tulipanów? Nienawidzę tulipanów. Są zbyt piękne, kiedy są żywe, i wyglądają strasznie martwo, kiedy zwiędną. Ale tak naprawdę to nienawidzę ich dlatego, że wiem, jak smakują. W czasie wojny, pod koniec, gdy niczego już nie było, jedliśmy je, jedliśmy cebulki tulipanów. 


Książkę napisał Richard Lourie - autor bestsellerowej "Autobiografii Stalina", kierowca szefa mafii w Bostonie, znawca Rosji, na podstawie której wydał wiele książek, korespondent "The Moscow Times", student i przyjaciel Czesława Miłosza.


I choć mogłoby się wydawać, że jest to historia prawdziwa, to tak naprawdę jest to literacka fikcja, która wiernie oddaje okrucieństwo wojny i koszmary jakie ze sobą niesie, która ukazuje okupację Amsterdamu, i to z czym przyszło się borykać tysiącom rodzin i niewinnym cywilom. Śmiało można przypuszczać, że właśnie tak mogło dojść do wydania Anny Frank, bo do tej pory nie odkryto, kto tak naprawdę to zrobił.


Teraz mam chęć sięgnąć po "Dziennik" Anny Frank i po "Autobiografię Stalina"
- i stąd moje pytanie, czy czytaliście którąś z powyższych książek? Polecacie?
 I co myślicie na temat "Wstrętu do tulipanów"?

4 wrz 2013

Diy - inspiracyjne słoiki.

Czasem nie trzeba wielkich nakładów pieniężnych, kupować czegoś drogiego, czy też spędzać wielu godzin w poszukiwaniu oryginalnych dekoracji, by upiększyć wnętrza swojego mieszkania, balkonu lub ogrodu - czasem wystarczy tylko ciekawy pomysł. Dlatego zapraszam na kilka propozycji z udziałem słoika, w niekoniecznie kuchennej roli ;-)


 Idealne jako świeczniki i lampiony.


Świetnie też się sprawdzą w roli wazonu na kwiaty.



 Mogą dzielnie zastąpić szklanki.


Lub stać się ciekawą dekoracją w domu.

Źródło: zszywka.pl
Czy coś Wam się spodobało? :-)

2 wrz 2013

Kurczak w cieście naleśnikowym.

Kurczaczki w paprykowym cieście naleśnikowym podbiły ostatnio nasze kubki smakowe. Są przepyszne! Idealne na imprezy - podawane z sosem i sałatką lub dla dzieci nieprzepadających za mięsem, bo jak widać kawałki kurczaka są sprytnie ukryte. Miła odskocznia od zwykłego kurczaka. Coś innego, coś smacznego! :-)


Potrzebujemy:
- 2 piersi z kurczaka
- słodka papryka
- ostra papryka
- jajko
- 3/4 szklanki mąki
- 1/3 szklanki mleka


Piersi z kurczaka kroimy w niewielkie kawałki - w kostkę lub w paseczki. Następnie doprawiamy je papryką słodką i odrobiną papryki ostrej. Dokładnie mieszamy. Odstawiamy do lodówki. Przygotowujemy ciasto naleśnikowe z mąki, mleka, jednego jajka, połowy łyżeczki papryki słodkiej, połowy łyżeczki papryki ostrej oraz trochę soli. Ciasto musi być bardzo gęste, by nie spływało z kurczaka! Przyprawione kawałki kurczaka dokładnie zanurzamy w powstałej masie. Smażymy na gorącym tłuszczu, na małym ogniu. Można podać z sosem czosnkowym

SMACZNEGO!


Jedliście może? Lubicie? :-)
Bardzo zachęcam!

1 wrz 2013

Kwiat maku pod prysznic.

Dziś krótko na temat żelu pod prysznic Isana. Pewnie nie jedna z Was te żele dobrze zna, kuszą głównie bardzo niską ceną, kwiat maku kupiłam za jedyne 2,99 zł, więc aż same się proszą o ich wypróbowanie. Zapach ma piękny, świeży, delikatnie kwiecisty, idealny na wiosnę czy lato. Nie wiem jak pachną maki - jakoś nie pamiętam, mimo że nie raz je zrywałam i wąchałam, ale jeśli pachną właśnie tak jak ten żel, to aż ma się ochotę przenieść na pola pełne maków ;-) Żel dobrze się pieni i tak też oczyszcza nasze ciało. Nie podrażnia, ani nie wysusza. No i muszę przyznać, że jest bardzo wydajny - mam go już od czerwca, a wciąż jeszcze trochę w buteleczce go zostało. Plus za przezroczyste opakowanie, dzięki któremu widzimy, ile jeszcze żelu nam zostało.



Tani, dobry i ładnie pachnie - polecam :-)
Lubicie rossmannowskie żele?